07.06.2011

144. śliczności. i seks.

To Maciej Żerdziński opublikował kiedyś opowiadanie (zdaje się, że jedno z pierwszych, jeśli nie pierwsze) o świecie, w którym żyją niemal wyłącznie ludzie piękni. Coś podobnego pojawiło się już w "Mgławicy Andromedy", tyle, że tam piękni byli komunistyczni, czerwonoskórzy kosmici. Także faszyzm stawiał na piękno. Zadziwiające jak bardzo niedoceniamy go w fantastyce. Na przykład cyberpunk bywa przede wszystkim brudny. Nieszczęsnym kowbojom cyberprzestrzeni ciągle coś iskrzy w systemach, taplają się ci herosi w błocie slumsów itp. Z kolei statki kosmiczne są niemal wyłącznie sterylne albo przeciwnie - rozpadają się i rdzewieją. Piękne bywają tylko od czasu do czasu, jak statek Konsula u Simmonsa. Owszem, zdarzają się w fantastyce piękne kobiety i mężczyźni oraz kosmici, ale piękno użytkowe pojawia się rzadziej. I to się zmienia, Stephaenson zwrócił uwagę na rolę piękna w "Diamentowym wieku", zapewne w związku z galopującym wpływem kultur azjatyckich. Ale piękno wydaje nam się chyba mało swojskie. Anglosasi uważają je zapewne za nie dość praktyczne, a słowianie wiedzą swoje - wszystko musi prędzej czy później zardzewieć, popsuć się i zbrzydnąć. Ewentualnie ktoś co ładniejsze zdobienia kosmolotu zwyczajnie rąbnie i sprzeda na czarnym rynku.

Piszę o tym nie po to, by reanimować swoje stare opowiadanie i pochwalić się jaki jestem cudnie oryginalny, ale dlatego, że oglądnąłem w sieci projekt telefonu (powiedzmy, bardziej by do tego pasował zajdlowski "klucz"), którego współautorką jest Polka, Ewa Sendecka (tu wywiad). Rzecz jest absolutnie prześliczna i natychmiast zapałałem chęcią jej posiadania. ponieważ siedzi we mnie mały technogadżeciaż, ucieszyłem się, że opracowywano Flip Phone nie na Symbianie albo OSie od Windows, ale na Andku. Niemniej pierwsza myśl: "ależ to fajne" narodziła się pod wrażeniem urody urządzenia. I tak to teraz będzie - coraz bardziej i bardziej. Nic nowego pod słońcem, oczywiście, ale warto o tym pamiętać i chyba przypominać też warto.

Swoją drogą, czytałem kiedyś, dawno temu, opowiadanie o cyberseksie, o tym jak to dwoje ludzi poowijanych w ściśle przylegające do ciał kombinezony tarzało się po podłogach w ekstazie wywoływanej przez wetknięte tu i ówdzie pompy i ssawki. Daleko nam do tego. Owszem istnieją, o ile mnie pamięć nie myli erotyczne gadżety, które można podpiąć do netu (a jeśli nie, to zaraz je ktoś wymyśli), skonstruowano zdaje się nawet kombinezony podobne do tych z opowiadania. To jednak, w moim przekonaniu, ślepa uliczka. Bliżej już jesteśmy wizji Zajdla, w której kopulowały ze sobą męskie i żeńskie seksomaty (też już istnieją, może jeszcze nie tak doskonałe, ale bliskie temu, co opisywał Zajdel). To wszystko jednak bardzo optymistyczne, wbrew pozorom, wizje. Prawdziwy techoseks ukazuje jedna z reklam operatorów telefonicznych. "Miała taki dotyk... owy ekran" - pojękuje w niej w cokolwiek ekstatycznej udręce aktor. Filmik, w zamierzeniu prześmiewczy, wcale nie jest daleki od prawdy. Gadżety są coraz śliczniejsze, a my, kulturowo i makretingowo fetyszyzowani, dotykamy ich z rosnącą, na razie tylko przyjemnością. Przyjemność to wstęp. W przyszłości Twoja komórka będzie znacząco wzdychać, gdy jej dotkniesz, a może i lekko drażnić prądem receptory w opuszkach Twoich palców. Jasne, pierwszy zakocha się w swoim telefonie i ożeni z nim jakiś Japończyk. Ale Ty i ja jesteśmy następni w kolejce. One (i oni - dla pań) będą piękne, czułe i wierne. A - i uroczo aktualizowane. Już na nas czekają. W bardzo nieodległej przyszłości, w której przestanie nam przeszkadzać, że nie mają ludzkich kształtów.

1 komentarz:

  1. Estetyka urządzenia — telefonu, radia, komputera — zaczyna się liczyć, gdy urządzenie się rozpowszechnia. Pamiętam czasy, kiedy obudowa komputera miała po prostu być i nikt się nie zastanawiał, czy jest ładna. Jedyną zewnętrzną częścią, która się liczyła był mrugający znak zachęty na ekranie.

    OdpowiedzUsuń