03.05.2017

267. dzieci karnawałów



Na konwent przyjeżdżam jak do domu. Dziwnego, niecodziennego domu, pełnego ludzi, których nie widziałem wcześniej na oczy. A jednak czuję się wśród nich znajomo i jakby bezpiecznie.

Konwent, to przestrzeń oswojona.

Być może - muszę poszukać jakiegoś wytłumaczenia - to dlatego, że spotykam tam ludzi, którzy zdają się mnie lubić, a może nawet cenić. Może dlatego, że otrzymuję na konwentach pozór ważności. Biorę udział w panelach, wygłaszam prelekcje. Jestem oznaczany identyfikatorami w kolorach odmiennych, niż ci, którzy muszą kupować wejściówki. 

Na co dzień jestem taki, jak większość z nas. Spędzam powszednie dni w pracy,w której szacunek do kogokolwiek wydaje się być ostatnią z poszukiwanych wartości, a ważniejsze ode mnie są biurka opieczętowane kodami kreskowymi. Gdy kiedyś z takiego biurka zniknęła lampka, poszukiwano jej przez lata. Zniknięcia ludzi przyjmowane są jako coś naturalnego. 

Na co dzień, w powszednie dni, nie rozmawiam z ludźmi, tylko wymieniam informacje, od których wszyscy starają się uciec. Po godzinach, kiedy znalazłby się czas na rozmowę, większość z nas bywa już na nią zbyt zmęczona.

Na konwentach rozmawiamy cały czas, choć, być może na nierealne, abstrakcyjne tematy. Nikt nie odpala excela, by przesuwać w nim liczby wielkiej wagi, za to pojawiają się rozmowy o wartościach bez znaczenia dla komputerów. Ludzie nie ubierają garniturów, lecz wielobarwne stroje. Podczas konwentów rzadko czuję się głodny, a ile bym nie zjadł nie mam wrażenia ciężkości. Bez względu na ilość wypitego alkoholu budzę się rześki.

W powszednie dni potrafi zamęczyć mnie kacem butelka mineralnej wypitej wieczorem.

Nie da się od tego uciec - jestem dzieckiem karnawału. Boję się, że nie tylko ja. Nie cierpię, gdy ludzie w pracy wzdychają do "piątunia", ale to przecież świadczy o tym, żeśmy tacy sami. Tylko podczas karnawałów oddychamy. Tylko w tych odwróconych świętych czasach, w królestwach głupców, gdy powszednie reguły podlegają wywróceniu na nice, czujemy się bezpieczni. Jeśli dotyczy to tylko mnie, to jak to o mnie świadczy? A jeśli dotyczy to większości z nas? Wszystkich?

Piszę o tym po powrocie z Pyrkonu, gdy ochronna otoczka wspomnień karnawału zaczyna pękać, ustępować przed parszywością pewności jutrzejszego, powszedniego przebudzenia. Piszę to trzeciego maja, gdy ludzie podobno, świętują Konstytucję, o której na co dzień nie pamiętają, albo którą może nawet gardzą, jak wszystkim, co ma coś wspólnego z państwem. Jacyś szczęściarze nawet nie zauważą tego dnia, bo będzie środkiem ich długiego weekendu. Tych dni ucieczki od tego, czym nie jesteśmy, lecz czym musimy być przez większą część roku.

obrazek: Couleur, pixabay, CC0 Public Domain

2 komentarze:

  1. Też mam podobne odczucia co do konwentów: człowiek, w końcu przyjeżdża, utyka w kolejkach by od czasu do czasu wejść na panel po czym po 2-3 dniach wszystko się kończy i czas wracać do szarej rzeczywistości gdzie właściwie nikogo nie obchodzi co myślisz, nikt nie chce cię wysłuchać byle tylko odwalić swoje '8h' i zmyć się do domu. I tak jest za każdym razem, przy każdym konwencie.

    Rozwiązania są dwa: nie jeździć w ogóle lub jeździć jak najczęściej :D

    Swoją drogą, na Pyrkonie najbardziej bolały mnie... kolejki. Gdzie nie chciałem wejść (zazwyczaj sala naukowo) to kolejka była na tyle długa, że nie było sensu się ustawiać plus ustawiała się co najmniej 1h przed panelem O_O

    Co do kolorowych strojów to było fajnie chociaż jest jeszcze pole do poprawy w tej kwestii w Polsce - wciąż mam w pamięci japońskie konwenty i masowe imprezy z wydzielonymi wielkimi obszarami dla cosplayerów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pyrkon poniekąd stał się ofiarą własnego sukcesu. Tak wiele przybywa do Poznania ludzi, że nie mieszczą się w salach. Dla niszowych autorów fantastyki jak ja to frajda (choć zafałszowująca rzeczywistość), bo mamy pełne sale i wydaje nam się, że jesteśmy poczytni. Ale dla widzów to bywa kłopotliwe.
      Wydaje mi się, że w tym roku i tak było łatwiej dostać się na prelekcje i panele łatwiej niż w ubiegłym.

      Usuń