01.03.2010

70.

Stuknęła siedemdziesiątka. Z tej okazji, znaczy z winy siedemdziesiątki, będzie jeszcze bardziej na poważnie niż zwykle.
Jak niewielu innych wybrałem się na krakowską promocję pisma F&SF. Zebrało nas się raptem kilkanaście osób, podzielonych na dwie grupki znajomych. Przy stoliku, przy którym ja się rozsiadłem siedział też młody forumowicz zwracający się do mnie per: "pan". O losie!
Do rzeczy jednak.
Biorąc pod uwagę jak niewielu znalazło się w Lokatorze fanów nie dziwi, że Krakony upadły, a jedyne chyba ogólnopolskie spotkanie fanów fantastyki w Krakowie organizuje warszawiak. Niemniej organizatorzy też nie szaleli z promocją, więc może wiele osób nie dowiedziało się o akcji wcale? Na tłumy organizatorzy się zresztą nie napalali, skoro nawet dla zgromadzonej garstki zabrakło promocyjnych (co nie znaczy darmowych) egzemplarzy pisma. F&SF prezentuje się znakomicie i mam nadzieję, że znajdzie swoich czytelników. O tym jednak innym razem.
W ramach promocji pisma (i swoich powieści) przyjechał do Warszawy i Krakowa Jeffrey Ford, autor, który w Polsce wydał już trzy powieści, znane zdaje się tylko nielicznym (przy naszym stoliku czytał je tylko Toudi). I teraz - czym różni się amerykański autor od tych znanych z naszego podwórka? Amerykański wie, że pisanie to także robienie interesu, dlatego podchodzi do sprawy poważnie. Owszem, uśmiecha się podczas spotkania, dowcipkuje, nie przestaje jednak dbać o swoich klientów. Dlatego po spotkaniu Ford zrobił coś, czego dotąd na spotkaniach autorskich z polskimi pisarzami nie widziałem - podchodził do każdego, z tych, którzy zostali, ściskał mu rękę i dziękował za przybycie. Oczywiście, mogło tak być dlatego, że wielu nas nie zostało, a i polscy autorzy dziękują przybyłym, tyle, że nie każdemu indywidualnie. Może więc różnica jest mniejsza, niż mi się w tamtej chwili wydało. Niemniej wniosek wydaje mi się słuszny - amerykańscy pisarze zarabiają na swoim pisaniu, traktują je jak pracę, a czytelników jak klientów - dlatego starają się o nich dbać. Większość polskich pisarzy nie ma takiego komfortu - gdy stara się być dla czytelników sympatyczna, robi to dla tej samej niematerialnej radości, jaką jest dla nich pisanie, zatem po amatorsku. U Forda było widać profesjonalizm pełną gębą i za takim profesjonalizmem, powszechnie panującym i na naszym rynku, zatęskniłem na tamtym, piątkowym spotkaniu.

6 komentarzy:

  1. Już widzę KTLa, czy Sapkowskiego dziękującego każdemu za przybycie...

    OdpowiedzUsuń
  2. W Wawie ściskał prawicę tylko tym, co poszli po autograf; no ale i ludzi było więcej. A potem to go nałóg wezwał, więc pewnie profesjonalizm na bok odłożył :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Siedemdziesiątka poważny wiek! Jak to ludzie, z którymi się niedawno na jednym konwencie bawiło, potrafią się zestarzeć! Panie, w oczach normalnie!...

    OdpowiedzUsuń
  4. @draken - KTL przyjął odmienną metodę promocji, bardziej odpowiadającą jego charakterowi. Jak na niej wychodzi finansowo - nie mam pojęcia. Można jednak podejrzewać, że drukowanie poza głównymi wydawcami nie wpływa korzystnie na wyniki sprzedaży. Piszę tu wyłącznie o fantastyce - jak sprzedają się jego kryminały to osobna sprawa. Być może to właśnie słaba sprzedaż stała za deklaracjami KTLa zrywania z fantastycznym światkiem?

    @ Shadow - w Krakowie nałóg nie miał szans go wezwać, bo Matuszek poganiał jego i Walewskiego, najwyraźniej bardzo się gdzieś spiesząc. Szkoda.

    @ rheged - a ta siedemdziesiątka i tak zaniżona, człowieku! Bo naprawdę postów jest 73:). Tak tak, czas leci, panie dzieju;). I jak się w takiej sytuacji dziwić, że właśnie otrzymałem propozycję napisania tekstu o... starości:).

    OdpowiedzUsuń
  5. Tymczasem onet donosi:

    "M jak miłość": Majka odejdzie od Pawła

    OdpowiedzUsuń
  6. Uuuu, to zabrzmiało groźnie. Czy jest na sali Krimzon?;)

    OdpowiedzUsuń