01.07.2012

189. misiaczki

Zamknąłem drugiego bloga, na którym wpisywałem różne takie tam, będę więc miał teraz więcej czasu dla waszejwiny. Niemniej ta wprowadzona pierwszego lipca zmiana może zaowocować wpisami jak poniżej. I nie jestem pewien, czy to dobrze.

Ostatniego dnia czerwca spotkałem się z dwoma przyjaciółmi z podstawówki. Nie widzieliśmy się przez czas jakiś, więc nie bardzo mieliśmy o czym rozmawiać. Wspólnie spędzone minuty generują wspólne tematy, minuty spędzone osobno skutkują pogłębiającym się milczeniem. Teoretycznie mogliśmy powspominać pierdoły z dzieciństwa, ostatnio jednak każdy z nas skończył okrągłe urodziny i nie bardzo chciało nam się wspominać.

Dlatego skończyło się na rozmowie o dziewczynach. A ona doprowadziła nas do lokalu, w którym spędzaliśmy wiele miłych chwil jako dwudziestolatkowie. Jeden żonaty, jeden rozwiedziony, teraz w nowym związku i jeden ja staliśmy w tłumie dziewcząt ubranych wyłącznie na czarno oraz ich chłopców preferujących ten sam kolor. Część z nich tańczyła do muzyki, którą znałem ogólnie - poukładane rytmicznie gitarowe riffy wspomagały zgrabną perkusję i dobrane klimatycznie głosy wokalistów. Kawałki niespecjalnie różniły się od siebie, ale miały swój urok. Z pewnością nie były to proste dyskotekowe badziewia. Tłumek skakał do rockowych kawałków. Wprawdzie skomponowanych na przeboje, ale niezłych. 

Zamówiłem piwo, bo źle się czuję w knajpie z pustą ręką. Chłopaki stały i wgapiały się w laski. Żaden z nas nie był ubrany na czarno. Po ćwierci litra piwa poczułem się jak w "Śmiesznych miłostkach" Kundery i bardzo zapragnąłem sobie pójść. Nie pasowaliśmy tam. Znalazłem jedną dziewczynę w pulchnej koronkowej bieli. Siedziała sama, bo jej czarno odziani towarzysze uciekali co chwila na parkiet. Pomyślałem, że do niej właśnie mógłbym zagadać i czym prędzej odwróciłem się od tej myśli. Klepnąłem w ramię niższego z przyjaciół by zaproponować, żebyśmy sobie wreszcie poszli. On się zgodził, ale ten wyższy chciał jeszcze zostać. Później powiedział, że czekał na jakiś kawałek, który by znał. I że między tańczącymi mignęła mu znajoma postać.

Wiem, że potrafimy ładnie obrastać w lata. Ale tak naprawdę nie chcemy. To, oczywiście, banał. Niemniej każdego dnia stajemy naprzeciw banałów i jakkolwiek nie byłyby nieoryginalne, musimy zmagać się z nimi, jakbyśmy byli pierwszymi i jedynymi ludźmi na świecie. Czegokolwiek nie przeżyliby i nie opisaliby mądrzejsi od nas ludzie, koniec końców ich doświadczenia okażą się dla nas mniej przydatne, niż najdrobniejsza nasza własna chwila poznania.

2 komentarze:

  1. Taaak... Spoglądam na twarze kumpli z podstawówki i zastanawiam się, jak to jest, że się tak postarzeli, a ja ciągle jestem młody?

    OdpowiedzUsuń