02.07.2012

190. po euro

Gazety liczą bramki, kilometry i złotówki, piłkarze liczą, że jakoś to będzie, a politycy liczą wpadki innych polityków. Nie ma co o tym wszystkim pisać, choćby dlatego, że piszą o tym wszyscy poważni publicyści i blogerzy oraz ich ciotki i pociechy.
Dla mnie istotne i cenne oraz trafne jest to, co powiedział jeden z moich wspomnianych w wpisie nr 189 przyjaciół.

- Szkoda, że skończyło się to euro - westchnął gdy staliśmy nad Wisłą i patrzyliśmy na ruiny zakładów Vistuli. W tle grał jazz, podobno z Nowego Orleanu. - Teraz w telewizji znowu będą nas truli tymi naszymi politykami.

I zaraz się zgodziliśmy, że w Polsce powinny przez kilka lat trwać permanentne igrzyska - po Euro olimpiada, potem cokolwiek innego, byle masowego i prestiżowego, angażującego cały naród i motywującego dziennikarzy wszystkich gazet, telewizji i rozgłośni radiowych, (oraz portali) do biegania za bogu ducha winnymi obcokrajowcami w celu wypytania ich co im się w Polsce podoba i dlaczego tak bardzo. Niech trwa totalne koko spoko, żebyśmy nie widzieli polityków, żebyśmy najpierw zapomnieli jak wyglądają, a potem, że w ogóle istnieją. I niech oni posmutnieją, gdy kamery i mikrofony nie będą się do nich wyścigować i niech zajmą się czym innym, albo odkryją radość mówienia i działania z sensem.

Że, jak twierdzą niektórzy, Euro to wielka masońska ściema, której jedynym celem jest odwrócenie naszej uwagi od postępującego podboju naszej planety przez iluminatów? Owszem. To zapewne prawda. Permanentne igrzyska odwracałyby naszą uwagę od spraw ważnych - postępującego kryzysu, upadającego czytelnictwa i tak dalej. Ale przecież politycy i media tak nie oferują nam nic poza igrzyskami, tylko znacznie brzydszymi i toksycznymi. Euro było przynajmniej i ładne i pozytywne. Zatem szkoda, że piłkarze wyjechali, a politycy zostali. Wolałbym, żeby było odwrotnie.

4 komentarze:

  1. Każde narodowe igrzyska, czymkolwiek by nie były, są swego rodzaju polityką (propagadą) sukcesu. Im głośniej o Euro, tym cieszej o tym, co w Polsce źle, a nie jest przecież tak, że nagle nic się nie dzieje, poza tym, że ktoś piłkę kopie... Chleba i Igrzysk, a nie tylko Igrzysk...

    Pozdrawiam serdecznie,
    Michał

    OdpowiedzUsuń
  2. Teoretycznie masz rację, odnosisz się jednak do sytuacji jak na nasze warunki idealnej. Takiej, w której politycy rzeczywiście "pieką nam chleb".
    Tymczasem politycy przy spontanicznym współudziale mediów zajmują się wyłącznie igrzyskami. Politycy, ha. To raczej gladiatorzy, którym wydaje się, że są politykami. Jeżeli polityka jest sztuką kompromisu to kiedy jakiś widzieliśmy ostatnio? Kiedy politycy konkurencyjnych partii podjęli choćby próbę porozumienia się? Nie mam na myśli gestów, ale rzeczywistą próbę. Kiedy choćby wypowiadali się oględnie o przeciwniku?

    Nie, z tych polityków chleba nie ma i raczej nie będzie. A nawet gdyby zdarzył się cud, to media by o nim nie wspomniały, bo cuda są niemedialne.

    Niestety, sytuacja wygląda tak, że zakończyły się właśnie igrzyska, w których przeciwnicy wypowiadali się o sobie nawzajem zazwyczaj z szacunkiem, w których sporo było pozytywnej energii i które oglądając podładowywałem akumulatory. A zaraz wrócimy do starych niedobrych igrzysk wywołujących przede wszystkim złość i zniechęcenie.

    Nie istnieje stan igrzysk i stan pracy. Istnieją tylko igrzyska. Ale jedne dodają energii, a drugie wyłącznie ją wysysają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, w naszych realiach rzeczywiście o jakimkolwiek chlebie trudno powiedzieć. Zagalopowałem się w tym myśleniu. A z tymi igrzyskami, to jednak prawda. Coś w tym jest. Znów sie zacznie codzienne zmaganie i rozliczanie z tego co zrobiono, a czego nie, a czego można było uniknąć etc.

      Zgadzam się z Twoim ostatnim stwierdzeniem. Z tym, że te pierwsze przypominają czysto sportowe zmagania atletyczne w duchu fair-play, a te drugie, to raczej nierówna walka gladiatorów, którzy rzeczywiście, jak to świetnie ujałeś, myślą, że są politykami...

      Pozdrawiam,
      Michał

      Usuń
  3. "Zatem szkoda, że piłkarze wyjechali, a politycy zostali. Wolałbym, żeby było odwrotnie."
    Hej hej, to brzmi Strugacko, nie było przypadkiem jakiegoś opowiadania o tym, jak to najeźdźcy z kosmosu zostali na Ziemi, pozakładali rodziny itp.?

    OdpowiedzUsuń